Galopujące Walkirie

23 kwiecień 2008

Szczęśliwa jak psi ogon. Tak dzisiaj właśnie się czuję. To tak przywołując Świrszczyńską.

Jest pięknie, no może było pięknie – błękitne niebo bez najmniejszej nawet, lekko waniliowej chmurki, chłód wiatru, muskający z nieśmiałością moją twarz, radosne chwile z przyjaciółmi, palącymi słodkie papierosy przed wejściem na Wydział. Na chwilę obecną otacza mnie chaos w postaci stosów piętrzących się książek, stert kartek, karteluszek i innych dziwnych świstków papieru, a wszystko to w pomieszczeniu 4×3 (może większe, może mniejsze – nie potrafię oceniać wielkości, odległości i innych ilości :P ) z odłażącą tapetą i kiczowatymi kasetonami na suficie – pięknie być nie może. Logiczne!

I wizyta w księgarni. Jako że miałam przy sobie oczywiście jakiś grosz, został on natychmiast zainwestowany w zbiór opowiadań Raymonda Carvera pod wielce znaczącym tytułem “O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości”.

Ale to i tak nie było hitem dzisiejszych odwiedzin w księgarni. Wydziałowej dodam. Dla zainteresowanych: Collegium Maius, ul. Fosa Staromiejska 3, Toruń. Ale do rzeczy. Pomijając fakt, że oczywiście MUSIAŁAM zrzucić stos książek (nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła), gwoździem programu była krótka wymiana zdań z pewnym starszym panem, zapewne jakimś naukowcem (tak wyglądał – wiem, stereotypy, uogólnienia, ale jestem pewna, że to był jakiś profesor, docent czy innej maści pracownik).

Profesor, tak go dla wygody nazwijmy, przeglądał sobie opasłą księgę “Pióro w wątłych dłoniach. O twórczości kobiet w dawnych wiekach” Jerzego Strzelczyka, wertując i wczytując się w opis na okładce. Przy okazji zamruczał pod nosem, całkiem głośno:

- Hmm, coś dla feministycznych galopujących Walkirii!

W tym momencie, stojący obok mnie Adrian wybuchnął śmiechem i wydusił z siebie:

- Właśnie jedna obok pana stoi.

Profesor, niczym nie zmieszany, spojrzał na mnie zza grubych szkieł swoich okularów i zapytał:

- A zna pani tę książkę?

Odpowiedziałam grzecznie, że nie i usłyszałam w rewanżu, że w takim razie powinnam się zapoznać. Na tym nasza konwersacja się zakończyła, zapłaciliśmy – ja za opowiadania, Adrian za jakąś książkę o śmierci i za “Historię erotyzmu” Bataille’a – i wyszliśmy. Do cukierni po bułki.

Mam jednak cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam Profesora w księgarni i znów zamienię z nim kilka słów. Był uroczy, uprzejmy i ujął mnie tymi Walkiriami. Mimo wszystko.

I na zakończenie – bonus z Wikipedii.

Edward Robert Hughes
Czuwanie Walkirii

Edward Robert Hughes \