Sezon rowerowy uważam za otwarty.
Przejechałam jakieś 23 km. I było pięknie. Ciepły, kwietniowy wiatr lizał moją twarz, błękitne niebo i zielone trawy łasiły się do mnie soczystością barw, szaro-niebieski, popękany gdzieniegdzie asfalt wyznaczał drogę.
“Święty, święty, święty -
blask kłujący w oczy.
Święta, święta, święta -
ziemia co nas nosi.”
Pedałując zawzięcie na wysłużonym rowerze taty, mknęłam jak [...]


