Efekt dzisiejszej drogi powrotnej – 28,5 km. Prócz mapki jest jeszcze zmęczenie, gorejące policzki i mnóstwo poplątanych myśli.
Słońce prażyło, ja gnałam przed siebie na mym metalowym rumaku, rozglądałam się ciekawie dookoła – znalazłam jedno miejsce, w które muszę koniecznie wrócić z aparatem i zrobić zdjęcie! – i rozmyślałam…
A marzyłam sobie o wodzie zimnej, głębokiej; toni lazurowej, w której odbijałyby się lekko i przejrzyście spacerujące po niebie cumulusy. Tak na marginesie to los tych chmurek jest nadzwyczaj krótki – i tu odzywa się ta przemądrzała część mojej natury, która zawzięcie i notorycznie sprawdza różnorakie fakty na Wikipedii (to chyba już jakieś uzależnienie, prawda?) – bo “typowy czas życia małego cumulusa trwa 10-30 minut” *. Ja zaś leżałabym nad brzegiem – jeziora? rzeki? strumyka? – tego już wyobraźnia nie ukonkretniła, patrzyłabym w swe odbicie, w kamienie i piasek na dnie, wypoczywałabym w chłodzie pachnącej życiem wilgoci.
Czekam niecierpliwie na wyjazd nad jezioro, gdziekolwiek w zasadzie, gdzieś nad wodę. Na radosny piknik – z kocem, kanapkami i herbatą. Z nieodłączną książką, z radością w oczach, z uśmiechem, nie pieśnią (nie umiem wszak śpiewać) na ustach.
* http://pl.wikipedia.org/wiki/Cumulus

28 kwiecień 2008 at 8:20
mam pomysł na następny temat… umieść zdjęcia swojego stalowego rumaka