Dziennik z podróży
maj 5, 2008 autor anielica
Powrót do, zdawałoby się, szarej rzeczywistości nie jest wcale łatwy. Mimo, że pogoda o niebo lepsza niż w Bieszczadach, to jednak wolałabym teraz marznąć gdzieś na jakiejś połoninie. Wyglądam przez okno i widzę błękit nieba zasnuty woalem chmur, zielone korony drzew szumiące spokojnie, czerwone dachówki kamienic wygrzewające się w majowych promieniach słońca, sielanka jednym słowem.
A jednak ciągnie mnie w góry. Niech szumi i wieje, niech będzie mroźnie i mokro od deszczu, niech ziębi stopy śnieg, przez rozwalające się buty.
Tam, w tym szumie, w tej wichurze, człowiek odnajduje siebie. Jest spokój i wolność.
Zapomina się o wszystkim – o książkach do przeczytania, pracach do napisania, rzeczach do zrobienia; wszystkie te sprawy zostawione w Kutnie i Toruniu przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
Liczy się tylko kolejny krok naprzód. Skupiam się tylko na odpowiednim postawieniu nogi – tak by kolano nie bolało. Maszeruję, uważając na śliskie od błota kamienie. Pogrążam się myślami w tych otaczających mnie brązach, bo Bieszczady dopiero budzą się z zimowego letargu. Gdzieniegdzie czuć już zapach wiosny, widać pączki kwiatów, słychać szum płynących strumyków. Nieśpiesznie przemyka przez szlak salamandra, niosąc na grzbiecie pocałunki słońca. Tarnica jednak okutana jest jeszcze w śniegowy płaszczyk – pozostałość zimy. Powoli, nieśmiało zdejmuje szarawe i ciężkie odzienie, odkrywając mięsistą, pełną życia ziemię.
Na błękicie jest polana.
Dwa obłoki to hosanna.
Jeden chłopak, drugi panna.
Jeden chłopak, drugi panna.
***
Rano leje. Jedziemy busem, wycieraczki nie mają chwili wytchnienia. Z nadzieją w głosie pytam kierowcy:
- Myśli pan, że przestanie padać?
- Nasz papież, Karol Wojtyła, mawiał, że majowy deszczyk jest zdrowy.
- No fakt, dziś to majowy, może i dla zdrowia, ale co z wczorajszą kwietniową ulewą?
Cisza.
Przejaśniło się później.
Droga powrotna. Siedzimy zmarznięte obok kierowcy; nasz był spokojny, w odróżnieniu od jego syna, który prowadził drugi bus – Sebastian komentował jednoznacznie:
- Fuckin crazy driver!
Dostałyśmy cukierki z Ukrainy, w szeleszczących papierkach. Zajadając słodycze, wyglądałam z ciekawością przez okno, chłonąc niecodzienny przecież krajobraz.
***
Podróż pociągiem była bardzo męcząca. Szesnaście godzin w drodze z polskimi kolejami to nie przelewki. Nie ma to tamto. Zmieściliśmy się w siedem osób z bagażami w jednym przedziale. Rozmowy, piwo, potem śpiew. O północy, jak stwierdziła Ola, dinner time. Zjedliśmy kanapki, potem sprawdzanie biletów. Znienacka zajrzał do nas konduktor, chowane w pośpiechu piwa, szukanie biletów, skomentowane wprawnie:
- Niestety muszę to uznać.
Co z tego, skoro jeden browar poszedł do browarowego nieba? Dalsza podróż z siedzeniem pachnącym jęczmieniem przebiegała już spokojnie.
Zasnęliśmy. Tłustą nocą bez gwiazd.
Za oknem przemykały odblaski z okien pociągu. Biegnące chwile. Hipnotyzujące, wyciągające jak gdyby dłoń z zaproszeniem. Chodź, pomknij z nami! Wzdłuż szyn, po trawach zmęczonych dniem, po kałużach pustych do dna, po kurzu ciężkim smutkiem – pobiec we śnie mocnym, krzepiącym. Zginąć w nim, nie być. Pogrążyć się w uspokojeniu. Stukot kół obejmował delikatnie, zapadałam w drzemkę, by za chwilę nagle się wybudzić.
Przesiadka na Centralnym. Dygotliwy sen. Kilkadziesiąt minut i znów odrapany, żółty dworzec w Kutnie. Koniec wyprawy. A może początek?
Bo jak powiedział nasz kierowca:
- W Bieszczady przyjeżdża się raz. Potem się tylko wraca.
Nie ma rady. Połknęłam bieszczadzkiego bakcyla. Siedzi we mnie i łaskocze w brzuch.
tak samo jak przed Twoim wyjazdem, teraz tez zazdroszcze
ale browarowe niebo mnie rozwalilo :D:D 
Bieszczady to stan umysłu
E tam torów i pociagów to mam pod dostatkiem nie mówiąc już o 16 godzinach… jednym słowem noramalka
ale Bieszczady… cos mi podpowiada że chyba latem je odwiedze, choćby na pare dni 
Ech Bieszczady, Bieszczady… aż chce się zaśpiewać odpowiednią piosenkę Kaczmara na tę okoliczność
Moim zdaniem Paulinko bardziej masz naturę refleksyjną, kreatywną i chętnie poczytałbym jak się sprawdzasz w pisaniu tekstów opiniotwórczych. Osobiście, ponieważ jestem bardziej ścisłowcem to nie kręcą mnie teksty z opisem przyrody, bo tą o niebo lepiej odda dobre zdjęcie, a aparat fotograficzny posiadasz. Wiem, grymaszę ;-P Na pewno nie rozumiem tekstów poezjo-pochodnych, ale rozważ moją propozycję.