Powrót do, zdawałoby się, szarej rzeczywistości nie jest wcale łatwy. Mimo, że pogoda o niebo lepsza niż w Bieszczadach, to jednak wolałabym teraz marznąć gdzieś na jakiejś połoninie. Wyglądam przez okno i widzę błękit nieba zasnuty woalem chmur, zielone korony drzew szumiące spokojnie, czerwone dachówki kamienic wygrzewające się w majowych promieniach słońca, sielanka jednym słowem.

A jednak ciągnie mnie w góry. Niech szumi i wieje, niech będzie mroźnie i mokro od deszczu, niech ziębi stopy śnieg, przez rozwalające się buty.

Tam, w tym szumie, w tej wichurze, człowiek odnajduje siebie. Jest spokój i wolność.

Zapomina się o wszystkim – o książkach do przeczytania, pracach do napisania, rzeczach do zrobienia; wszystkie te sprawy zostawione w Kutnie i Toruniu przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

Liczy się tylko kolejny krok naprzód. Skupiam się tylko na odpowiednim postawieniu nogi – tak by kolano nie bolało. Maszeruję, uważając na śliskie od błota kamienie. Pogrążam się myślami w tych otaczających mnie brązach, bo Bieszczady dopiero budzą się z zimowego letargu. Gdzieniegdzie czuć już zapach wiosny, widać pączki kwiatów, słychać szum płynących strumyków. Nieśpiesznie przemyka przez szlak salamandra, niosąc na grzbiecie pocałunki słońca. Tarnica jednak okutana jest jeszcze w śniegowy płaszczyk – pozostałość zimy. Powoli, nieśmiało zdejmuje szarawe i ciężkie odzienie, odkrywając mięsistą, pełną życia ziemię.

Na błękicie jest polana.

Dwa obłoki to hosanna.

Jeden chłopak, drugi panna.

Jeden chłopak, drugi panna.

***

Rano leje. Jedziemy busem, wycieraczki nie mają chwili wytchnienia. Z nadzieją w głosie pytam kierowcy:

- Myśli pan, że przestanie padać?

- Nasz papież, Karol Wojtyła, mawiał, że majowy deszczyk jest zdrowy.

- No fakt, dziś to majowy, może i dla zdrowia, ale co z wczorajszą kwietniową ulewą?

Cisza.

Przejaśniło się później.

Droga powrotna. Siedzimy zmarznięte obok kierowcy; nasz był spokojny, w odróżnieniu od jego syna, który prowadził drugi bus – Sebastian komentował jednoznacznie:

- Fuckin crazy driver!

Dostałyśmy cukierki z Ukrainy, w szeleszczących papierkach. Zajadając słodycze, wyglądałam z ciekawością przez okno, chłonąc niecodzienny przecież krajobraz.

***

Podróż pociągiem była bardzo męcząca. Szesnaście godzin w drodze z polskimi kolejami to nie przelewki. Nie ma to tamto. Zmieściliśmy się w siedem osób z bagażami w jednym przedziale. Rozmowy, piwo, potem śpiew. O północy, jak stwierdziła Ola, dinner time. Zjedliśmy kanapki, potem sprawdzanie biletów. Znienacka zajrzał do nas konduktor, chowane w pośpiechu piwa, szukanie biletów, skomentowane wprawnie:

- Niestety muszę to uznać.

Co z tego, skoro jeden browar poszedł do browarowego nieba? Dalsza podróż z siedzeniem pachnącym jęczmieniem przebiegała już spokojnie.

Zasnęliśmy. Tłustą nocą bez gwiazd.

Za oknem przemykały odblaski z okien pociągu. Biegnące chwile. Hipnotyzujące, wyciągające jak gdyby dłoń z zaproszeniem. Chodź, pomknij z nami! Wzdłuż szyn, po trawach zmęczonych dniem, po kałużach pustych do dna, po kurzu ciężkim smutkiem – pobiec we śnie mocnym, krzepiącym. Zginąć w nim, nie być. Pogrążyć się w uspokojeniu. Stukot kół obejmował delikatnie, zapadałam w drzemkę, by za chwilę nagle się wybudzić.

Przesiadka na Centralnym. Dygotliwy sen. Kilkadziesiąt minut i znów odrapany, żółty dworzec w Kutnie. Koniec wyprawy. A może początek?

Bo jak powiedział nasz kierowca:

- W Bieszczady przyjeżdża się raz. Potem się tylko wraca.

 

Nie ma rady. Połknęłam bieszczadzkiego bakcyla. Siedzi we mnie i łaskocze w brzuch.

 

7 Responses to “Dziennik z podróży”

  1. anulak Says:

    tak samo jak przed Twoim wyjazdem, teraz tez zazdroszcze:) ale browarowe niebo mnie rozwalilo :D :D:D

  2. astrologos Says:

    Bieszczady to stan umysłu;)

  3. cahir Says:

    E tam torów i pociagów to mam pod dostatkiem nie mówiąc już o 16 godzinach… jednym słowem noramalka ;) ale Bieszczady… cos mi podpowiada że chyba latem je odwiedze, choćby na pare dni :)


  4. Ech Bieszczady, Bieszczady… aż chce się zaśpiewać odpowiednią piosenkę Kaczmara na tę okoliczność :)

  5. mmiotk Says:

    Moim zdaniem Paulinko bardziej masz naturę refleksyjną, kreatywną i chętnie poczytałbym jak się sprawdzasz w pisaniu tekstów opiniotwórczych. Osobiście, ponieważ jestem bardziej ścisłowcem to nie kręcą mnie teksty z opisem przyrody, bo tą o niebo lepiej odda dobre zdjęcie, a aparat fotograficzny posiadasz. Wiem, grymaszę ;-P Na pewno nie rozumiem tekstów poezjo-pochodnych, ale rozważ moją propozycję.

  6. Majon Says:

    Mój braciszek też tego bakcyla posiada.
    Następnym razem zabieram sie z Nim albo z Tobą w te Bieszczady.
    Tak to napisałaś, że tym bardziej pojechać musze!

  7. kompotzrabarbaru Says:

    Tydzień temu wróciłam z Bieszczad. Przy okazji(a może specjalnie)zachaczyłam o Bieszczadzkie Anioły. I masz rację, teraz się będzie tylko wracać w Bieszczady :)
    Pozdrawiam

Leave a Reply