Tanie wino
maj 8, 2008 autor anielica
Lingwistycznie nieco tym razem. I lekko degustacyjnie.
Wracając wspomnieniami do wyprawy w Bieszczady. Siedzimy drugiego dnia wieczorem w knajpce (dla zainteresowanych tutaj: http://www.staresiolo.com/ ) , czekamy na zamówione przysmaki, popijamy chłodne piwo i rozmawiamy. Jakoś tak po krętych ścieżkach konwersacji zeszliśmy w końcu na temat win. Inspiracją była karta dań – zawierająca 300 gatunków tego szlachetnego trunku pochodzących z całego świata. My aż tak wysoko nie mierzyliśmy, historie były raczej dość prozaiczne: tanie wina spijane w zadziwiających doprawdy miejscach. Jako że Sebastian (Francuz, z którym porozumiewaliśmy się za pośrednictwem angielskiego; polski znał tyle o ile) nie za bardzo wiedział czym jest jabol, a definicja podana przez jego dziewczynę:
- Jabol – polish typical wine.
nie spotkała się z aprobatą ogółu, postanowiliśmy, że nie ma co tłumaczyć, gimnastykować języka i umysłu. Po prostu Seba musi spróbować. Jak też wymyśliliśmy, tak i zrobiliśmy.
W ABC w Wetlinie taniego wina nie było (-Wszystko sprzedaliśmy!), trzeba było się udać do spożywczego kawałek dalej. Tam i owszem, wino się znalazło, i to nie byle jakie, bo o nazwie odpowiedniej „BIESzcZADY”. Kosztowało 5,5 zł i było niezłe w smaku. Sebie jednak nie przypadło do gustu.
Następnego wieczoru razem z Tomkiem chcieliśmy powtórzyć imprezę z winem tanim i dobrym. Tomek nawet wybrał się te kilka kilometrów do sklepu, ale wrócił z niczym. Na pytanie o wino, sprzedawca zakrzyknął:
- Panie! Ja tu zamówiłem 20 skrzynek tego cymesu, wszystkie poszły! Nic nie zostało.
I tylko żal, że nie udało mi się zerwać etykietki. Bo chciałam na pamiątkę zostawić. Taka karma widocznie. Następnym razem.
***
I druga „winna” historyjka. Tym razem z Krakowa.
P. spotkał pijanych, biednych anarchistów spijających jakiś tani specyfik. Oczywiście poczęstowali P., bo czym chata bogata, tym rada. Na pytanie, co to za wino, P. usłyszał odpowiedź:
- Kochana Dziewica.
Nalali trunku do kubeczka, wypili. Nasz bohater spojrzał na butelkę. Na etykiecie widniało, ni mniej, ni więcej Kochanica Dziedzica. Cóż, anarchistom było chyba wszystko jedno co piją.
Na zakończenie – do poczytania o winach
Tanie wina wlane w drogie nam zmysły, no cóż…
Temt co prawda znany,przeze mnie nie praktykowany, ale co tam,
Pewnego dnia udałem sie na wakacjach do sklepu z zamiarem kupienia b dobrego wina na wieczór.
Wchodze do sklepu i pytam o jakieś dobre,,ekspedientka podała chyba Don Caruso czy coś o podobnym brzmieniu( nie pamietam nazwy),
wtedy ja zapytałem o cos lepszego :),
ekspedietka zaniemówiła na chwile, zdobiła oczy jak pinpongi i zaczeła mnie przepraszać że niestety te jest najdroższe i najlepsze jakie mają :D,
więc kupiłem podziękowałem i wyszedłem,
chwile później zorientoałem sie o co chodzi…
pozdr
Świetny artykuł na ten temat napisał Sulima: Semantyka libacji alkoholowych.
Tak to już jest, że karmiczne niepokoje uniemożliwiają niekiedy spełnianie marzeń, ale policzmy plusy: integracja przebiegła pomyślnie, nie potruliscie się, a cymes miał nawet smak niezgorszy… na a Francuz zareagował lepiej niż mój Kanadyjczyk po przetłumaczeniu mu nazwy specyfiku, którym ja go uraczyłam (stomack vodka nie brzmi zachęcająco…). Bieszczadzkie szlaki też mie nęcą i w notesiku wynotuję sobie nazwę wina Bieszczady - spróbuję specyfiku i podzielę się wrażeniami.
A Kochanica Dziedzica jest urocza… Kto im wymyśla te nazwy? Córka sołtysa, Sen Kassandry (tego bym się chyba bała napić), Czwarty Muszkieter, Byczy Łyk… nieśmiertelne 1410, to tylko niektóre z widzianych.
Tanie wino jest elementem podstawowym niejednej kultury, a jakim cementem (betonem? ;D) dla społeczeństwa! ;P