Gdzieś w Polsce
16 maj 2008
Wychodzę za piętnaście minut. Spakowana, kanapki zrobione na drogę, książka do czytania zabrana, dobry humor jest, więc jest dobrze. I liczę na to, że w pociągu będą miejsca.
Toruń Główny -> Wrocław Główny -> Wałbrzych Miasto
Powrót jest bardziej skomplikowany:
Wałbrzych Miasto – > Warszawa Centralna -> Kutno -> Toruń
Jednym słowem nosi mnie po świecie. Mars w Strzelcu robi swoje.
Lubię pociągi, bo w nich jestem gdzieś MIĘDZY. W ruchu, niedookreślona, zmienna. Najlepiej mi się chyba myśli, gdy wsłuchując się w stukot kół, wyglądam przez okno i wpatruję się w umykające polskie krajobrazy. Jasnozielona łąka zmienia się w ciemny las, straszny dopiero nocą. Brązowa, ciemna, żyzna ziemia pól wyleguje się pod błękitem nieba i nieustanną pieszczotą słońca. Szarość, smutność polskich miast przechodzi jak za dotknięciem ręki.
Lubię pociągi.