Gdzieś w Polsce
16 maj 2008
Wychodzę za piętnaście minut. Spakowana, kanapki zrobione na drogę, książka do czytania zabrana, dobry humor jest, więc jest dobrze. I liczę na to, że w pociągu będą miejsca.
Toruń Główny -> Wrocław Główny -> Wałbrzych Miasto
Powrót jest bardziej skomplikowany:
Wałbrzych Miasto – > Warszawa Centralna -> Kutno -> Toruń
Jednym słowem nosi mnie po świecie. Mars w Strzelcu robi swoje.
Lubię pociągi, bo w nich jestem gdzieś MIĘDZY. W ruchu, niedookreślona, zmienna. Najlepiej mi się chyba myśli, gdy wsłuchując się w stukot kół, wyglądam przez okno i wpatruję się w umykające polskie krajobrazy. Jasnozielona łąka zmienia się w ciemny las, straszny dopiero nocą. Brązowa, ciemna, żyzna ziemia pól wyleguje się pod błękitem nieba i nieustanną pieszczotą słońca. Szarość, smutność polskich miast przechodzi jak za dotknięciem ręki.
Lubię pociągi.
16 maj 2008 at 16:31
a ja nie lubię pociągów histerycznie, mam pociągową paranoję, a dworce napawają mnie głębokim smutkiem
16 maj 2008 at 19:03
ja też lubię pociągi…
nic nie usypia lepiej niż ten stukot…:)
17 maj 2008 at 23:23
Ja też lubie pociągi. Ten rytmiczny stukot jest jak perkusja do nowej muzyki
18 maj 2008 at 9:13
Gdyby te nasze pociagi byly ‘zdrowsze’ dla pasazerow… Nie lubie smutku polskich pociagow.
18 maj 2008 at 13:09
To “międzyprzestrzenne” bycie jakie powoduje podróż pociagiem jest wręcz podniecające.
20 maj 2008 at 6:44
co ja mam powiedzieć … ?