Wychodzę za piętnaście minut. Spakowana, kanapki zrobione na drogę, książka do czytania zabrana, dobry humor jest, więc jest dobrze. I liczę na to, że w pociągu będą miejsca.
Toruń Główny -> Wrocław Główny -> Wałbrzych Miasto
Powrót jest bardziej skomplikowany:
Wałbrzych Miasto - > Warszawa Centralna -> Kutno -> Toruń
Jednym słowem nosi mnie po świecie. Mars w Strzelcu robi swoje.
Lubię pociągi, bo w nich jestem gdzieś MIĘDZY. W ruchu, niedookreślona, zmienna. Najlepiej mi się chyba myśli, gdy wsłuchując się w stukot kół, wyglądam przez okno i wpatruję się w umykające polskie krajobrazy. Jasnozielona łąka zmienia się w ciemny las, straszny dopiero nocą. Brązowa, ciemna, żyzna ziemia pól wyleguje się pod błękitem nieba i nieustanną pieszczotą słońca. Szarość, smutność polskich miast przechodzi jak za dotknięciem ręki.
Lubię pociągi.



a ja nie lubię pociągów histerycznie, mam pociągową paranoję, a dworce napawają mnie głębokim smutkiem
ja też lubię pociągi…
nic nie usypia lepiej niż ten stukot… 
Ja też lubie pociągi. Ten rytmiczny stukot jest jak perkusja do nowej muzyki
Gdyby te nasze pociagi byly ‘zdrowsze’ dla pasazerow… Nie lubie smutku polskich pociagow.
To “międzyprzestrzenne” bycie jakie powoduje podróż pociagiem jest wręcz podniecające.
co ja mam powiedzieć … ?