Wspomnienia piątkowe
19 maj 2008
Piątkowy dzień w zasadzie spędzony w pociągu. Czytałam, a w przerwach wyglądałam przez okno i podziwiałam coraz bardziej pofałdowany krajobraz. Wszędzie wiosennie, feeria barw. Pola żółcące się od rzepaku, zieleniejące od posadzonych zbóż. Las ciemniejący, cieniem przykryty, dający ochłodę w gorący dzień. Gdzieś przebiega, wcale nie wystraszona, sarenka, z dużymi brązowymi oczami i pyszczkiem delikatnym i uroczym.
Pociąg osobowy z Wrocławia do Jeleniej Góry, jadący przez Wałbrzych. Cały wypchany ludźmi, dziw że nie pęka w swoich kolejowych szwach. Wszędzie szum, gwar rozmów, stukot kół. Jakaś pani podchodzi do gościa siedzącego obok, klepie go w ramię. Mężczyzna zaaferowany, przesuwa się na miejsce pod oknem, patrzy nieprzytomnym wzrokiem i przepraszająco się uśmiecha. Cały dialog, a bez słów. Gość jednak, zmuszony przez stojącą nad nim kobietę, wyjmuje słuchawki z uszu, pani wskazuje na okno i mówi, w wydaje rozkaz (o żadnym sprzeciwie nie ma mowy):
- Proszę o zamknięcie okna!
Facet zamyka okno z niemiłosiernie brudną szybą, a ja sobie myślę, że w takim razie zaraz się tu wszyscy podusimy.
Na niebie chmury, zwiastujące nadchodzącą ulewę. Nie spieszyła się, pokazała na co ją stać już u kresu podróży. Lunęło. Szarość, jak zasłona smutku, opadła na świat. Szumiało, pochłodniało. Wyskoczyłam z pociągu, deszcz zmoczył moją twarz. Mokre spodnie przyklejały się do ud. Takie naturalne, bawełna i moje ciało, prawie jedność. Chciałam zostać, moknąć. Chłonąć życie zawarte w kroplach, sytych, prawie tłustych. Przeżyć takie swoje wałbrzyskie katharsis. Nie tym razem. Może następnym…
20 maj 2008 at 12:51
Ha, zawsze mnie zdumiewa to, że dla pasażerów polskich pociągów największym zagrożeniem wydaje się przeciąg, jego się lękają, unikają,a nie zaduchu, braku tlenu czy smrodu niemytych nóg współpasażerów… Szkoda, że nie ma przedziałów otwrtych, albo tarasów na dachach… nasze pociągi osiągają tak “wycieczkowe” prędkości, że byłoby to miłe i miałoby liczne walory…
Ale dobrze, że wróciłaś, katharsis katharsis, ale bez ciebie byłoby tu bardzo nudno.
20 maj 2008 at 15:00
ooo jak ładnie napisane, zwłaszcza te tłuste krople:*
20 maj 2008 at 22:24
No tak, Mars w Strzelcu. Co tam astrologia szeptała? Praca w podróży? YYYY?;) Wszystko w podróży, na wpół sennie. To nie katharsis, to lysis….
21 maj 2008 at 10:26
katharsis… i to nawet z gromami. pozdrawiam
30 maj 2008 at 16:04
wszyscy znją te kobiety pociągowe.Zawsze się wtrącaja, zawsze wiedzą lepiej.Babsztyle wstrętne, co to tylko same zawiadują ruchem ;d
ja na deszcz teraz czekam, to faktyczne katharsis.
albo ‘najstarsza kołysanka świata’ jak to ktoś kiedyś powiedział (:
Podziwiaj piękny świat Bejb, dostrzegaj i opisuj.