Podszeptów zazdrości nie należy słuchać. Zielonooka Bestia czujnie mnie obserwuje z kącika pokoju, reaguje na każde drgnienie mego nastroju. Doczołguje się do mnie, staje za prawym ramieniem i wpuszcza przez ucho do głowy niedobre myśli. A one potem niespokojne szamoczą się, próbują uciec, na nic to. Rozłażą się po całym ciele, czuję je wszędzie, w kolanie, na karku, oplatają palce, środkowy, serdeczny, wskazujący…

Trochę jak w pajęczej sieci, im mocniej zaczynam się szarpać, tym bardziej Ona mnie ma. Usidliła mnie. Uwiodła. Podstępnie, a jakże. W kokonie trujących myśli uświadamiam sobie, że tak już będzie. Co najwyżej mogę zatrzymać ten pęd, ale go nie cofnę, nie wrócę.

***

Tu jest zbyt spokojnie. Wszystko jest jasne, określone. A ja mam ochotę wyjść i zgubić się nocą w mieście. Biec przed siebie bez celu. Wykrzyczeć, wyrzygać te myśli. Oczyścić. Stać się pustą w środku. Odpocząć od tego szaleństwa wewnątrz, może nabrać dystansu?

Działać przede wszystkim. Niech się coś zacznie dziać, cokolwiek. Byle nie ta bierność, ten marazm, gnuśność prawie…