Oaza spokoju. Albo fatamorgana.
1 czerwiec 2008
„Jestem oazą spokoju. Pierdolonym, kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora.”
Spokój. Tego mi właśnie brakuje. Może zbyt wiele spraw do ogarnięcia robi swoje? Życie w ciągłym biegu może i potrafi być czasami zabawne, no ale co z tego? I na dodatek pierwsze siwe włosy. Na szczęście na razie tylko ja je widzę. Inni używają eufemizmów w stylu:
- No może trochę straciły kolor…
Humor poprawiają takie dni jak piątek. Nie nie, nie chodzi o koniec tygodnia. Raczej o kulturalne wstawki jakie miały miejsce. Seans o 20.30 w Cinema i Opowieści z Narnii: Książę Kaspian. Godzina wybrana specjalnie, bo przecież
- Będzie mniej dzieci,
choć wizja się nie spełniła. Dzieci było mnóstwo, na ich szczęście zachowywały się w miarę przyzwoicie. Pomijając już kwestię, że ja osobiście nie zabrałabym swego dziewięcioletniego dziecka (gdybym je miała) na taki film. Bo z jednej strony to oczywiście adaptacja alegorycznej powieści Lewisa, opowiastki dla dzieci, a z drugiej zaś typowy film pełen walki, jatki, ociekający krwią, gdzie słychać szczęk oręża, a fabuła kręci się w zasadzie wokół tego jak zebrać armię i gdzie i kiedy uderzyć na wroga. Pomijając oczywiste nawiązania do Władcy Pierścieni. Niektóre sceny żywcem prawie wzięto z Jacksonowskiej adaptacji, np. twierdza Telmarów kojarzy się z Minas Tirith.
Ciekawostką zaś było dla mnie to, że niektóre sceny kręcono w Polsce – część zdjęć plenerowych kręcono w polskich Karkonoszach (wąwóz wodospadu Kamieńczyk).
Plusem dla filmu jest to, że ponad dwugodzinny seans minął mi bardzo szybko. Fabuła wciąga, czaruje… Choć i tak uważam, że książka jest lepsza. A tak a propos to gdyby ktoś chciał zainwestować w moją biblioteczkę to proszę o kontakt.
Z innym kulturaliów to czytam ostatnio Kochanicę Francuza Fowlesa. To jedna z tych książek, o której się myśli zazdroszcząc, czemu nie jest się autorem tudzież autorką takich słów.
Wczorajsza wyprawa do Czarnego Tulipana (jest powieść o tym tytule, czyżby stąd nazwa?, Aleksandra Dumasa [ojca] ) bardzo mi się podobała. Bilard, kulki, zabawa. Było doprawdy wesoło. I jeszcze wesele w pierwszej sali, a w trzeciej Maja z Agnes. Dwie godziny bilardowania, potem rzutki, strzałki czy jakkolwiek nazywać tę grę. Z tego co pamiętam to nawet piwo wygrałam.
Jarek pojechał. Za oknem topi się żar. Jeszcze trochę i zniknie za horyzontem, i będzie chłód i orzeźwienie. Spokój nocy. Od kilku dni pogoda panuje iście tropikalna. Gdyby nie fakt, że trzeba było zjeść obiad, pewnie wyprawa do Biedronki nie doszłaby do skutku. A tak miałam okazję przespacerować się lepkimi od gorąca ulicami. Żywy ogień lał się z nieba, a znikąd ratunku; choćby najmniejszego wiaterku, najlżejszego podmuchu. Nic. Zastój w powietrzu.
To samo w mieszkaniu. Wydawać by się mogło, że chociaż tu będzie chłodno. W końcu to kamienica, grube mury, fachowa robota. Ale skąd! Równie gorąco jak na zewnątrz. I jeszcze pomarańczowa, od zasłonek, poświata. Złocistość rozświetlała pokój, nadając mu z lekka tylko bajkowy charakter.
***
Boże, miej w opiece moich współlokatorów!
- Jesteśmy nadzy, wydepilowani i gotowi…
(ja nie chcę wnikać na co są gotowi…)
1 czerwiec 2008 at 20:25
najlepszy jest cytat, to normalnie “haslo dnia” co to Narnii, wybieram sie ale najpierw musze zobaczyc pierwsza część,
ehh hasło wyborne…
1 czerwiec 2008 at 21:21
miło mi było Cie widziec i poznać Jarka. juz teraz osobowo sobie ogarniam dzięki komu jesteś taka szczęśliwa ( ;
hasło wspaniałe i racja, że czasem lepiej nie wiedzieć ;pp
1 czerwiec 2008 at 21:37
Szczerze, to wolę zwrócić swoją uwagę na prof. Indiana Jonesa. Polecam Ocean’s 13 – refined and juicy! Poza tym coś jeszcze, ale sobie pomilczę skromniutko i cichutko – takie moje ćwiczenie na wzmocnienie ducha.
2 czerwiec 2008 at 17:19
Ej, ale Ty nie wspomniałaś, jak wspaniałe towarzystwo miałaś podczas seansu!