Nie ma zjazdu!

9 czerwiec 2008

Mimo wszystko powrót do szarej rzeczywistości do najprzyjemniejszych nie należy.

Zajęcia w plenerze były jednak miłą odskocznią. Trzy dni nad jeziorem, w ładnych, drewnianych domkach, z wyżywieniem, wszystko za free… No haczyk musiał być – a był nim nie kto inny jak sam Immanuel Kant i jego Krytyka czystego rozumu. Oczywiście niewiele (w sumie to nic) rozumiałam, ale jest to o tyle mobilizujące, że postanowiłam przeczytać Krytykę… przez wakacje; obliczyłam, że czytając codziennie 10 stron skończę ją do końca wolnego czasu.

Integracja na linii Toruń – Poznań przebiegała z pewnymi zakłóceniami. Bo za zakłócenie można uznać, gdy ktoś przychodzi (na nasze zaproszenie) do naszego domku, siada przy naszym stole, pije naszą wodę z butelki i wypluwa ją na nasz obrus? Zdecydowanie nie jest to normalne zachowanie.

Było też kilka zabawnych sytuacji, choćby taka wymiana zdań między Olą a jakimś poznaniakiem:

- Cześć. Idziesz nam pomóc?

- A co trzeba zrobić?

- No wiesz, muszę spodnie przebrać…

Chłopak popatrzył i zawinął w długą.

***

Poza tym odkryłam nową przyjemność w swoim życiu. Pływanie kajakiem. Niesamowite.

Siedzę w kajaku na środku jeziora. Nade mną błękitne niebo, pode mną zielono-niebieskie mętne wody, żar leje się na mnie, a ja wiosłuję ile sił. Słoneczne promienie wżerają się w skórę, po kilku dniach przebywania na słońcu i wietrze zaczerwieni się, by potem powoli brązowieć. Wyznaczamy cel – wyspa! Zieleni się, migocze szmaragdowo szuwarami, zaprasza pochylonymi soczystymi drzewami. Kusi, przywołuje. Wśród szumu fal, plusków wyskakujących ryb (pewnie chcą poczuć Heliosowe ciepło), kropel wody spadających na rozgrzane ramiona, nawoływań ptaków mkniemy po wodnej tafli, zbliżając się coraz bardziej do niej. I zawód! Wpływamy do niewielkiej zatoczki; między pochylonymi nad wodą drzewami, zatrzymujemy kajak; chcemy się wybrać na rekonesans. Może to jakaś bachotkowa wyspa skarbów? Kto wie? Nie da się jednak. Ki diabeł, jakiś czar broni wyspy. Obsiadają nas natychmiast komary, wielkie, spragnione krwi; meszki, niewielkie, kłujace, zostawiające na pamiątkę bolesne bąbelki. Owady dzikie, takie co to chyba człowieka na oczy nie widziały, bo rzuciły się na nas nim zdążyłyśmy się dobrze rozejrzeć. Odpłynęłyśmy raz dwa, zabierając ze sobą w darze piekące miejsca na opalonej świeżo skórze.

2 Responses to “Nie ma zjazdu!”

  1. cahir Says:

    jakiś dziwny ten chłopak, chyba że… nie będę pisał ;) A Kanta puściłem kantem ;D
    Jakoś nie pisze w moim guście, może dlatego ze mam brata filozofa i przesyt jest odpowiednim słowem?

  2. Aszvr Says:

    W Bachotku było super. :D Na kajakach i rowerze wodnym tym bardziej – szczególnie jak wchodząc na rower podtapiałaś rower Teresy na środku jeziora ;P. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów pojedziemy z Kantem w ciekawe miejsce… :)

Leave a Reply