Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy…
10 lipiec 2009
Stanąć twarzą w twarz z samą sobą. Kilka pytań, kilka odpowiedzi. Tak zwany dialog. Jasność tematu. Oświecenie – wewnętrzne rzecz jasna. Od tego całą rzecz trzeba było zacząć. Teraz trochę poniewczasie. Ale jak mówi ludowa mądrość – lepiej późno niż wcale.
Niby marzenie, niby plan. Moja chęć i mój zapał. Wszystko moje. Prócz rozczarowania – bo to niczyje. Za to na stanie mam jeszcze niepewność, lekkie zawstydzenie i poczucie, że zawiodłam dobre osoby. Takie, które we mnie wierzyły. Liczyły na mnie. I się doliczyć nie mogą. Nie teraz w każdym razie.
Oczywiście, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z psychologicznego punktu widzenia znalazł by się i odpowiedni termin – racjonalizacja. Rozum króluje! Tadam! Ale nic. Nadejdzie jeszcze czas bezkrólewia, a na tronie zasiądzie interrex. Niech siada i rządzi. Co mi tam. Stara metoda ze wszystkimi za i przeciw odpowiada, że dobrze się stało. Stało się jak się stać musiało. Albo miało?
Czasy są niepewne, a plany moje przejrzyste, jak niebo w bezchmurny dzień. A zresztą:
“Nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.”
Milan Kundera „Nieznośna lekkość bytu”
12 lipiec 2009 at 12:00
Już Ci mówiłam, że podoba mi się Twój styl? No to jeszcze chciałam to uwiecznić, żebyś nie zapomniała czasami:) buziaki